Wracając do pokoju zobaczyłam dziewczynę. Miała na sobie trampki, czarne spodnie, T-SHIRT i czrną kurtkę skurzaną. W lewej ręcę trzymała kask. Zobaczyłam te prawie białe włosy spięte w kok i już wiedziałam. Biegłam jak najszybciej, a jak już dobiegłam rzuciłam się jej na szyję.
-Ivy! Dawno się nie widziałyśmy!-
-Może dlatego, że już stąd wyszłaś Mex.-Królowa tutejszego domu dziecka. Dla wszystkich miła. Poznałam ją osobiście gdy miałyśmy razem ospe wietrzną i razem byłyśmy przechowywane w tej samej sali żeby nie zarazić innych. Okazała się super. Jak starsza siostra, której nigdy nie miałam.-Co ty tu w ogóle robisz?-
-Będę tu wolontariuszką.-
-Co? Ale super!-
-No nie do końca. Jeszcze nie wiem czy mi się uda. Czemu masz łzy w oczach?-
-Nic się nie stało..-
-Mnie nie oszukasz. Wiesz co. Idź się ubierz. Wezmę cię na spacer poza te mury.-
-Wolno ci?-
-Jeśli napiszę zgodę i wniosek. W końcu jestem tu na razie pół wolontariuszką.-
-Dzięki Mex. Tego potrzebuję. Będę tu za 15 minut.-
-Okey mała.-Powiedziała, ale ja już nie słyszałam bo właśnie w tej chwili biegłam do pokoju. Weszłam, a dziewczyny wychodziły na śniadanie. Skłamałam, że źle się czuję żeby nie były zazdrosne. Gdy tylko wyszły zastanawiałam się w co się ubrać. Wychodzę stąd! Bez grupy pozostałych, bez opiekuna. Muszę wyglądać fajnie. Jednak dziewczyny wzięły wszystkie rzeczy, które można było założyć. Tak więc założyłam czarne legginsy, jeansową koszulę, czrne bootki, na malutkiej koturnie. Włosy rozpuściłam choć nie było ich dużo. Wzięłam czarną torebkę. Wsadziłam do niej błyszczyk, telefon i 50 zł, które znalazłam kiedyś w łazience. Wyszłam z pokoju i czekałam na Mex, która zaraz się pojawiła. Wsiadłśmy na skuter i pojechałyśmy do galerii. Znalazłyśmy bar z shake`ami. Ja zamówiłam owoce lasu, a Mex jagodowy. Opowiedziałam jej o wszystkim bez pomijania żadnych faktów.
-To podłe.-
-Wiem. Ej, Mex. Powiedz mi czemu dałaś Sarah to pudło?-
-Wiele się dziewczyna nacierpiała. Znałam jej histori i mogła w tym pudle wszystko schować. Czemu cię tak urządziła.-
-Mówiłam. Miałam dość bycia popychadłem. Chciałam sobie troche porządzić.-
-To sobie porządziłaś. To co twoje koleżanki mają na ręce to mój stary marker, zejdzie za kilka dni. Do tej pory proponuję nosić długi ekaw. Powiedz, czemu Sarah tobie nic nie zrobiła?-
-Bo mnie bardziej boli jak dziewczyny cierpią, tak mi się wydaje.-
-Błąd. Chce uśpić twoją czujność. Szykuje się coś poważnego. Bądź przygotowana Ivy Wright. Zaatakuj ją. To najlepsza obrona. Podkabluj do wolontariatu. Znajdź na nią haka.-Wzięłam sobię tę rade do serca.
-Ivy! Dawno się nie widziałyśmy!-
-Może dlatego, że już stąd wyszłaś Mex.-Królowa tutejszego domu dziecka. Dla wszystkich miła. Poznałam ją osobiście gdy miałyśmy razem ospe wietrzną i razem byłyśmy przechowywane w tej samej sali żeby nie zarazić innych. Okazała się super. Jak starsza siostra, której nigdy nie miałam.-Co ty tu w ogóle robisz?-
-Będę tu wolontariuszką.-
-Co? Ale super!-
-No nie do końca. Jeszcze nie wiem czy mi się uda. Czemu masz łzy w oczach?-
-Nic się nie stało..-
-Mnie nie oszukasz. Wiesz co. Idź się ubierz. Wezmę cię na spacer poza te mury.-
-Wolno ci?-
-Jeśli napiszę zgodę i wniosek. W końcu jestem tu na razie pół wolontariuszką.-
-Dzięki Mex. Tego potrzebuję. Będę tu za 15 minut.-
-Okey mała.-Powiedziała, ale ja już nie słyszałam bo właśnie w tej chwili biegłam do pokoju. Weszłam, a dziewczyny wychodziły na śniadanie. Skłamałam, że źle się czuję żeby nie były zazdrosne. Gdy tylko wyszły zastanawiałam się w co się ubrać. Wychodzę stąd! Bez grupy pozostałych, bez opiekuna. Muszę wyglądać fajnie. Jednak dziewczyny wzięły wszystkie rzeczy, które można było założyć. Tak więc założyłam czarne legginsy, jeansową koszulę, czrne bootki, na malutkiej koturnie. Włosy rozpuściłam choć nie było ich dużo. Wzięłam czarną torebkę. Wsadziłam do niej błyszczyk, telefon i 50 zł, które znalazłam kiedyś w łazience. Wyszłam z pokoju i czekałam na Mex, która zaraz się pojawiła. Wsiadłśmy na skuter i pojechałyśmy do galerii. Znalazłyśmy bar z shake`ami. Ja zamówiłam owoce lasu, a Mex jagodowy. Opowiedziałam jej o wszystkim bez pomijania żadnych faktów.
-To podłe.-
-Wiem. Ej, Mex. Powiedz mi czemu dałaś Sarah to pudło?-
-Wiele się dziewczyna nacierpiała. Znałam jej histori i mogła w tym pudle wszystko schować. Czemu cię tak urządziła.-
-Mówiłam. Miałam dość bycia popychadłem. Chciałam sobie troche porządzić.-
-To sobie porządziłaś. To co twoje koleżanki mają na ręce to mój stary marker, zejdzie za kilka dni. Do tej pory proponuję nosić długi ekaw. Powiedz, czemu Sarah tobie nic nie zrobiła?-
-Bo mnie bardziej boli jak dziewczyny cierpią, tak mi się wydaje.-
-Błąd. Chce uśpić twoją czujność. Szykuje się coś poważnego. Bądź przygotowana Ivy Wright. Zaatakuj ją. To najlepsza obrona. Podkabluj do wolontariatu. Znajdź na nią haka.-Wzięłam sobię tę rade do serca.