czwartek, 5 kwietnia 2012

-Masz może jakiś pomysł, jak udupić Sarah?-
-Jasne.. Masz coś co do niej należy?-
-No takie zeszyt wywłok cy coś.. Mają tam brudy na każdego.-
-Na Sally i Charlie też?-
-Chyba tak, ale te dwie strony ukryte są w okładce, zresztą strona o Sarah też.-
-Stary patent.. Sarah napisała coś o sobie na wypadek gdyby ktoś znalazł zeszyt. Miałby podstawy żeby twierdzić, że to ktoś kto nie został tam umieszczony..-
-Czyli zmyśliły te rzeczy?-
-Nie wolno w tym zeszycie zmyślać. To co tam jest zawsze musi być prawdą. Najczęściej taką, o której inni nie wiedzą.-
-Mam je skłócić?-
-Najpierw musisz wyciągnąć dużo informacji o Sarah od Sally i Charlie. To one muszą się na nią wkurzyć, nie ona na nie.-
-Okey, i co dalej?-
-One zrobią z jej życia piekło. A potem i je skłócisz.-
-Jesteś pewna, że to dobry pomysł?-
-Jasne! Dasz radę.. Słuchaj muszę iść, ale spotkamy się tu za godzinę okey?-
-Dobra..-
-Tylo nie uciekaj.-
Mex już odeszła, a ja siedziałam przy stoliku.. Nagle nna przeciwko spostrzegłam przystojnego bruneta.. Też się na mnie popatrzył. Aż zrobiło mi się przyjemnie. Podeszłam do niego z moim shake`iem i spytałam.
-Mogę się dosiąść, nudzi mi się trochę.-
-Jasne.. Jak masz na imię?-
-Ivy, Ivy Wright. A ty?-
-Nick. Walson.-
-Miło mi cię poznać Nicku Walsonie.-

wtorek, 7 lutego 2012

na to już nic nie poradzę.

Wracając do pokoju zobaczyłam dziewczynę. Miała na sobie trampki, czarne spodnie, T-SHIRT i czrną kurtkę skurzaną. W lewej ręcę trzymała kask.  Zobaczyłam te prawie białe włosy spięte w kok i już wiedziałam. Biegłam jak najszybciej, a jak już dobiegłam rzuciłam się jej na szyję.
-Ivy! Dawno się nie widziałyśmy!-
-Może dlatego, że już stąd wyszłaś Mex.-Królowa tutejszego domu dziecka. Dla wszystkich miła. Poznałam ją osobiście gdy miałyśmy razem ospe wietrzną i razem byłyśmy przechowywane w tej samej sali żeby nie zarazić innych. Okazała się super. Jak starsza siostra, której nigdy nie miałam.-Co ty tu w ogóle robisz?-
-Będę tu wolontariuszką.-
-Co? Ale super!-
-No nie do końca. Jeszcze nie wiem czy mi się uda. Czemu masz łzy w oczach?-
-Nic się nie stało..-
-Mnie nie oszukasz. Wiesz co. Idź się ubierz. Wezmę cię na spacer poza te mury.-
-Wolno ci?-
-Jeśli napiszę zgodę i wniosek. W końcu jestem tu na razie pół wolontariuszką.-
-Dzięki Mex. Tego potrzebuję. Będę tu za 15 minut.-
-Okey mała.-Powiedziała, ale ja już nie słyszałam bo właśnie w tej chwili biegłam do pokoju. Weszłam, a dziewczyny wychodziły na śniadanie. Skłamałam, że źle się czuję żeby nie były zazdrosne. Gdy tylko wyszły zastanawiałam się w co się ubrać. Wychodzę stąd! Bez grupy pozostałych, bez opiekuna. Muszę wyglądać fajnie. Jednak dziewczyny wzięły wszystkie rzeczy, które można było założyć. Tak więc założyłam czarne legginsy, jeansową koszulę, czrne bootki, na malutkiej koturnie. Włosy rozpuściłam choć nie było ich dużo. Wzięłam czarną torebkę. Wsadziłam do niej błyszczyk, telefon i 50 zł, które znalazłam kiedyś w łazience. Wyszłam z pokoju i czekałam na Mex, która zaraz się pojawiła. Wsiadłśmy na skuter i pojechałyśmy do galerii. Znalazłyśmy bar z shake`ami. Ja zamówiłam owoce lasu, a Mex jagodowy. Opowiedziałam jej o wszystkim bez pomijania żadnych faktów.
-To podłe.-
-Wiem. Ej, Mex. Powiedz mi czemu dałaś Sarah to pudło?-
-Wiele się dziewczyna nacierpiała. Znałam jej histori i mogła w tym pudle wszystko schować. Czemu cię tak urządziła.-
-Mówiłam. Miałam dość bycia popychadłem. Chciałam sobie troche porządzić.-
-To sobie porządziłaś. To co twoje koleżanki mają na ręce to mój stary marker, zejdzie za kilka dni. Do tej pory proponuję nosić długi ekaw. Powiedz, czemu Sarah tobie nic nie zrobiła?-
-Bo mnie bardziej boli jak dziewczyny cierpią, tak mi się wydaje.-
-Błąd. Chce uśpić twoją czujność. Szykuje się coś poważnego. Bądź przygotowana Ivy Wright. Zaatakuj ją. To najlepsza obrona. Podkabluj do wolontariatu. Znajdź na nią haka.-Wzięłam sobię tę rade do serca.

piątek, 3 lutego 2012

koniec tego co dobre .

Jest niedziela, następnego dnia .Słońce wdziera się do naszego pokoju, jestem wyspana ,a dziewczyny wstają z łóżek . To będzie dobry dzień -myślę i siadam na łóżku .
Nagle słyszę wrzask Blue .
-o kurde !!-mówi i wyciąga nogę ze swoich kapci.
-co się stało ? -zeskakuje z łóżka ,zdziwiona i idę w jej stronę .
-Ivy , ja rozumiem ,że masz dość Sarah ,ale mam dość tego ,że mści się na nas!-
-O co Ci chodzi ?-
-o to -odpowiada i pokazuje mi swój pantofel.Jest w nim jakaś ...Trudno mi określić co to jest .
-Blue, co ty masz w bucie ?-
-Jeszcze pięć minut temu - jajko . Teraz to ciecz,która lepi się jak cholera .-
-Współczuję ,ale co ja mam z tym wspólnego ?-
-jaka dziwka tu mieszka ? Sarah . A kto się z nią teraz kłóci ? Ty ! Niezbyt się z tym kryłaś Ivy .-
-to nie jest kłótnia . Zawarłam z nią umowę .-powiedziałam ,ale przypomniała mi się nasza wczorajsza rozmowa.Przecież sama powiedziałam ,że warunki uległy zmianie .
-dość kiepska ta umowa,przynajmniej dla nas.-odpowiedziała i zaczęła podchodzić do łóżek innych dziewczyn-Chodź Ivy .Zobaczymy , czy ktoś jeszcze na tym ucierpiał.
Po chwili odkryłyśmy ,że Indii i Sophnie są pomazane szminką na twarzy , Harper i Olivia pastą do zębów .
Z początku myślałam ,że Ruby i Carmen zostały oszczędzone .
Kiedy do nich podeszłam już się obudziły .
-Ruby ,Carmen . Sytuacja się trochę wymknęła spod kontroli...-powiedziałam i popatrzyłam na nie zła na siebie . Ale ze mnie idiotka. Wczoraj przesadziłam i teraz za to płacą inni .
Pierwsza nie odezwała się .Podeszła do mnie i pokazała rękę .
-O mój Boże .-powiedziałam i gdy zobaczyłam napis na jej ręce .Napisany czarnym markerem oznajmiał wszystkim ,że ktoś dziękuje za trawkę .
-Carmen .-szepnęłam i podeszłam bliżej -Carmen , co one Ci zrobiły ?
-Nie wiem,skąd wiedzą.Ale to boli .-odpowiedziała i pokazała rękę. ,,Puszczalska``-mówił napis.
-Wiecie co !? Mam dość !-wrzasnęłam na cały pokój i pobiegłam do Sarah .
Nie pukałam .Wpadłam i zobaczyłam Sally , Sarah i Charlie. Siedziały na łóżku i oglądały jakieś magazyny z ubraniami.
-co ty kurde odstawiasz !?-wrzasnęłam w ich kierunku.
-umowa uległa zmianie .-odparła.
-umowa powstała na podstawie informacji ,które posiadam ja !I skoro ją zerwałaś mogę je wykorzystać bez żadnych oporów !-
-możesz próbować. Ale nie masz dowodów . Nikt nie uwierzy małej suce .Zawartość teczki już nie istnieje .-
-jak to nie istnieje ?-
Sarah rzuciła mi pomarańczową teczkę .Była pusta i śmierdziała dymem .
-moja przeszłość została spalona .a teraz zjeż zjeżdżaj stąd . -
Poczułam się okropnie .








poniedziałek, 30 stycznia 2012

nigdy więcej mnie nie wykorzystasz!

Siedziałam w pokoju i patrzyłam na biedną Carmen schowaną pod kocem. A potem na Ruby, która ciągle gdzieś dzwoniła. Nie chciałam więcej patrzeć na ich udrękę. Muiałam coś zrobić i miałam możliwości. Wyszłam z pokoju i pobiegłam pod drzwi Sarah. Zapukałam aż za głośno pukam. Nagle otwiera Charlie.
-Wywłok nie wpuszczamy.-
-Wydaje mi się, że jednak mnie wpuścisz.-Powiedziałam i otworzyłam dzrwi po czym weszłam. Tak jak chciałam. W pokoju oprócz mnie i Charlie była jeszcze Sally i Sarah.-Porozmawiamy sobie.-Powiedziałam i usiadłam na leżaku.-Mam dosyć tego, że nękacie Ruby. Oddawać zdjęcia.-
-Jakie zdjęcia, pogięło cię?-Powiedziała Sally, ale Sarah jej przerwała.
-Oddaj jej zdjęcia Ruby, Sally. Wszystkie jakie mamy. Coś jeszcze Ivy?-
-Tak. Lepiej mi nie wchodźcie w drogę i nie róbcie krzywdy moim bliskim jasne?-
-Dobra to tyle.-Miałam odpowiedzieć, że tak. Ale wtedy zobaczyłam śliczne kolczyki suwaki w uszach Charlie.
-Chce te kolczyki.-
-Co? Nie! Były drogie!-Protestowała posiadaczka, ale Sarah się odezwała.
-Oddaj jej kolczyki.-Po czym Charlie je posłusznie zdjęła i wręczyła mi. Wyszłam z pokoju. Zachowałam się jak dziwka, ale to jest dżungla. A słabi sobie nie radzą. Weszłam do mojegopokoju i podeszłam do Ruby. wręczyłam jej plik zdjęć.
-Najlepiej go spal, albo spuść w kiblu.-
-Ivy, skąd to masz?-
-Znikąd. Podpierniczyłam Sarah.-
-Jesteś najlepsza!-Powiedziała i przytuliła mnie. Potem podeszłam do nadal zawiniętej w koc Carmen i zaczęłam z nią rozmawiać tak aby nikt nie usłyszał.
-Przeszkadza ci to, że jesteś gruba?-
-Nie.-
-Więc dlaczego się odchudzasz?-
-Bo on mi kazał.-
-Wytrzymasz. Daj sobie z nim spokój.-
-Nie.-
-Dlaczego?-
-Bo on ma kumpla detektywa i ten znalazł mojego brata. Nawet nie wiedziałam, że go mam. Ma na imię Cody.-
-O kochana. Masz.-Powiedziałam i wręczyłam jej kolczyki. Potem wyszłam z pokoju i poszłam do łazienki, aby się załatwić. Gdy wychodziłam spotkałam Sarah, która od razu na mnie naskoczyła.
-Co ty odpieprzasz?-Spytała.
-Biorę to co do mnie należy. Nie pasuję coś?-
-Była umowa!-
-Cóż plany się zmieniły, a role odwróciły. Do zobaczenia Sarah.-Powiedziałam i wyszłam.

to co było złe zawsze do nas powróci.

Kiedy weszłam do naszego pokoju od razu zauważyłam Ruby i Carmen siedzące koło jednej z szaf . Patrzyły się na mnie dziwnie . Ta sytuacja była trochę niezręczna .Miałam wrażenie ,że w chwili gdy ujawniłam ich sekrety połączyła ich dziwna więź.Takie wzajemne zrozumienie .
Wyjęłam pomarańczową teczkę spod materaca i skierowałam się w kierunku drzwi.
-gdzie idziesz Ivy ?-spytała się mnie Ruby podejrzliwie .
-i co to za teczka ?-dołączyła się Carmen .
W tym momencie do pokoju weszła zniecierpliwiona Sarah .
-nie wasz jebany interes .-powiedziała i wyciągnęła rękę w moją stronę . Chciała odzyskać teczkę ,która zawierała najbardziej bolesne wspomnienia z jej życia.
-stare śmieci. Nic wartego uwagi -mruknęłam i podałam teczkę-odprowadzę ją do pokoju.
Sarah wyszła z pokoju zostawiając otwarte drzwi.Podążyłam za nią piorunowana spojrzeniami moich przyjaciółek .
-jak komuś powiesz - jesteś skończona .-usłyszałam na wstępie.
-wiesz co ? Może i masz prawo być wściekła ,ale zachowaj to dla siebie . Chcesz być dziwką to sobie bądź ,ale z dala ode mnie-odpowiedziałam i poszłam do mojego pokoju.
-gdzie są Ruby i Carmen ?-spytałam się Blue.
-nie mówiły. Ale słyszałam coś o pokoju schadzek . -
-dzięki. -odpowiedziałam i wyszłam na korytarz .
Pewna część tego domu dziecka była nie remontowana wewnątrz .A mianowicie ta ,gdzie znajdował się ciemno -zielony fotel i regał . To tam zawsze lubiłam chodzić . Z początku dziewczyny nie podzielały mojego zachwytu tym miejscem ,jednak po jakimś czasie same chciały tu przychodzić Wybrałyśmy jeden pokój którego nazwałyśmy ,,pokojem schadzek`. To tam szło się gdy miało się dość całego świata , gdy chciało się zapomnieć o tym co złe .Tam była atmosfera .
Skręciłam w stary korytarz i szłam powoli . Weszłam już w starą część budynku.Kiedy przechodziłam koło jednych z starych drzwi myślałam ,ze się przesłyszałam . Jednak na wszelki wypadek postanowiłam to sprawdzić . Wydawało mi się ,że słyszę Ruby .I Charlie ..
Uchyliłam drzwi i zobaczyłam osoby ,które słyszałam . Siedziały na starej ławie i rozmawiały .
-nie mogłam więcej skombinować . -powiedziała Ruby i podała coś Charlie.
-za mało . -
-naprawdę . Nie mam więcej-
-znasz umowę . Ty dostarczasz towar , a my Cię nie wydamy .Kiepsko by to wyglądało w podaniu na studia prawda ? Wyrzucona za handlowanie trawką .-
-będziecie mi tak grozić dopóki z tąd nie wyjdę co ?-
-Dobrze ,że sobie to uświadomiłaś mała dziwko.To zdjęcie będzie Cię męczyć już zawsze-
Ruby wstała i podążyła w kierunku drzwi . Bałam się ,że mnie nakryje więc wbiegłam do byle jakiego pokoju i zamknęłam drzwi .
To był stary pokój ,który miał genialną szafę . Była to garderoba dla dwóch pokoi . Dało się nią przechodzić. W planach odnowy domu dziecka było wyremontowanie tego pomieszczenia .
Pooglądałam chwile stare obrazki na ścianach .Postanowiłam też oglądnąć szafę . Może tu schowali nowe ciuchy z darów od sklepów ?Zawsze można coś wsiąść po kryjomu i potem mieć ładniejsze rzeczy . Jednak gdy weszłam do garderoby usłyszałam głosy . Dziewczęcy i męski .
Wychyliłam głowę i ujrzała,Carmen i Richarda. Chyba się żegnali .
-Richard , tylko pamiętaj -musisz nam coś przynieść bo inaczej z nami koniec-
-Przyniosę i mogę tak długo , dopóki ty będziesz do dyspozycji . -
-o to się nie martw .A teraz idź -powiedziała a,kiedy wyszedł oparła się o drzwi i rozpłakała . Zdążyła już trochę schudnąć , robiła się coraz ładniejsza.Z rzęs zaczął spływać jej tandetny tusz ukradziony z bazaru.
-Carmen , proszę Cię nie płacz -powiedziałam i wyszłam z garderoby.
-Słyszałaś nas ? -spytała się i pozwoliła się objąć .
-tak . Potem o tym porozmawiamy-odpowiedziałam i pozwoliłam ,żeby poplamiła rozpływającymi się kosmykami moje ubranie.

czwartek, 26 stycznia 2012

czemu nie ja..?

Strona 22. Zdjęcie Carmen obściskującej się z Richardem. Podpis; "Wykorzystamy to przeciwko tobie suko!"
Strona 38. Zdjęcie Ruby popalającej trawę. Podpis; "Dzięki za towar, dziwko!"
Te dwie strony wyrwałam i włożyłam do kieszeni. Pozostałość zeszytu schowałam. O dziwo nie znalazłam tam nic o mnie. Wracam do pokoju biorę Ruby i Carmen za rękę i biorę je na dziedziniec w miejsce gdzie nikt nas nie będzie słyszał i mówię od razu.
-Myślałam, że się przyjaźnimy. Czemu macie skrety.-
-Jakie sekrety.-
-Zacznę może od ciebie Ruby.-Powiedziałam wyjmując kartkę z kieszeni i pokazxując ją dziewczyną.-Handlujesz trawą! I nie tylko, ty też ją popalasz! Myślałaś, że sie nie dowiemy?-
-Ale, Carmen, Ivy. To było dawno.-
-Zdejmuj bandaż.-
-Co proszę?-
-Zdejmuj.-Ruby nie chciała tego zrobić, ale w końcu mi się udało. Wypadła szminka. W środku był biały proszek.-Było dawno, hm? I na dodatek sprzedałaś to tym dziewczynom? Jestem zawiedziona.-
-Pozbędę się tego na waszych oczach.-
-No ja myślę, ale teraz przejdźmy do Carmen.-Wyjęłam kolejną kartkę z kieszeni.-Romans z wychowawcą? Serio? Nic nam nie mówiłaś. I to jeszcze z Richardem? Gościem, który pracuje tu tylko by popatrzyć sobie na tyłki.-
-Ja go kocham! I on mnie też. Podobam mu się tka jaka jestem.-
-Czyli bez ubrania?-
-Nie. To znaczy. Chodzi o to, że akceptuje mój wygląd.-
-Wykorzystuje cię. No bo kto normalny chciałby się przespać z takim cielskiem!-Przegięłam. Carmen się rozpłakał i uciekła.
-Dowaliłaś Ivy. Jakie ty masz sekrety, hm?-
-Nie było o mnie Ruby.-
-Na prawdę?-
-Tak.-
-Wiesz jak dużą krzywdę wyrządziłaś Carmen, masz zamiar to naprawić?-
-No..-
-To biegnij za nią idiotko!-Nie zastanawiałam się nad głębszym znaczeniem tych słów tylko za nią pobiegłam. Znalazłam ją w łazience u siadłam obok i przytuliłam.
-Przepraszam Carmen. Nie chciałam ci mówić takich podłych rzeczy.-
-Ale ty masz rację.-Powiedziała i przytuliła mnie prawie tak mocno, że nie mogłam oddychać. Potem wyszła z łazienki do Ruby, a ja zostałam i ptrzyłam się w lustro, aż moje rozważania przerwała wściekła Sarah wchodząc do łazienki.
-Oddaj mi to pudło!-
-Pamiętasz zasady. Ten kto znajduje ten ma kryjówkę i zawartość.-
-Zeszyt szumowin sobie zatrzymaj. Oddaj pomarańczową teczkę.-
-Przeczytałam ją.-
-Czyli wszyscy wiedzą.-Mówimy głosem, a łzy zaczęły jej się lać po policzkach.
-Nie, spokojnie. Nie mówiłam nikomu. Oddam ci ją obiecuję.-
-Co chcesz w zamian?-
-Nic. Rozumiem, że to dla ciebie ważne. Nie będę podła.-Powiedziałam i wyszłam z łazienki.

środa, 25 stycznia 2012

niezręczna atmosfera

Rano nie rozmawiałam za dużo z Carmen . Pomimo ,że nadal ją lubiłam po głowie krążyło mi ,,puszczalska`` . Chociaż miałam nadzieje ,że do niczego poważniejszego nie doszło.
Wstałam z łóżka ,ubrałam szybko jasne rurki i szary ,rozpinany sweterek w czarne kropki.O ile rurki były zniszczone ,sweterek był w lepszym stanie . Należał do Harper.Trafiła tu rok temu.Jej rodzice pracowali w dużej firmie . Musieli polecieć do USA ,aby zachęcić potencjalnego klienta do wybrania ich usług . Niestety samolot wpadł w turbulencje .Nikt nie przeżył . Gdy tu przyjechała miała z sobą dosłownie wszystko - markowe ubrania , kosmetyki ,laptopa .Z tego co się dowiedziałam za dwa lata ,gdy będzie pełnoletnia przypadnie jej w spadku dawne mieszkanie i pieniądze ,które jej rodzice zaoszczędzili . A plotki mówiły ,że to całkiem niezła sumka. Harper była miła -od razu dostosowała się też do reguły ,,co moje to twoje``.W końcu w naszych szafach wszystkie rzeczy były wspólne .
Ruby ubrała szarą ,dużą bluzę i granatowe rurki . Kiedy Harper wstała było mi trochę głupio.Pomimo upływu czasu obydwie z Ruby miałyśmy na sobie jej rzeczy .
-miałam te spodnie na pierwszej randce-powiedziała do mojej przyjaciółki ze skręconą kostką -idziecie na śniadanie ?
-idziemy -odpowiedziałam za nią i skierowałam się w kierunku drzwi.Była już 7;15 .Za pięć minut druga i ostatnia tura śniadania .
-Ivy ,a co z Carmen ?-spytała się Ruby i pokazała palcem na śpiącą jeszcze Carmen .
Nie miałam ochoty jej budzić ,ale nie chciałam ,żeby ktoś zorientował się ,że coś jest nie tak .
Wyjęłam z szafy jakieś brązowe leginsy w niebieskie wzory i niebieski cardigan i rzuciłam na jej łóżko.
-Carmen , obudź się ! Znowu zaspałaś .-powiedziałam i nią potrząsnęłam .
-co ? czemu ,dopiero teraz mnie budzicie ?-powiedziała i szybko wyskoczyła z łóżka .
-Ivy wyjęła Ci jakieś ubrania z szafy.Ubieraj się a my poczekamy na dole -odpowiedziała Ruby i wyszłyśmy z pokoju.
Mam dzisiaj chyba szczęście . Harper poprosiła mnie i Ruby , żebyśmy usiadły z nią Olivią i Sophnie.
Przynajmniej zjem śniadanie w normalnej atmosferze .Bez dziewczyny ,która utrzymuje zbyt bliskie relacje z wychowawcą -pomyślałam . Jednak po chwili dopadły mnie wyrzuty sumienia. Carmen to moja przyjaciółka . Powinnam z nią porozmawiać .Zobaczyłam jak wchodzi ,spóźniona 5 minut .
Usiadła z 13-latkami . Były zachwycone jej obecnością .
Na śniadanie była jajecznica i kajzerki . Do picia czarna herbata lub sok pomarańczowy .
W szkole trzymam się z Harper , tak jakoś wyszło .Na geografii nauczyciel rozdaje sprawdziany .Dostaje z niego - 4,co przyjmuje z radością . Nie uczyłam się na niego.
Na WF gramy w piłkę nożną . Kapitanami są Indii i Charlie .Jednak osoby do nich są przydzielane na zasadzie ,,1, 2`` lub pani wybiera . Dziś drużyny zostają skompletowane za pomocą ,,1,2`` . Zasada ta oznacza to ,że nauczycielka wskazuje palcem na losowe osoby ,mówiąc ,,jeden ,dwa `` .Jeśli wskazywała na Ciebie ,gdy mówiła 1 -idziesz do drużyny numer 1 .Gdy wskazuje na Ciebie mówiąc dwa idziesz do drugiej .Proste .
U Indii jest Sarah , Blue,Sophnie i Carmen . U Charlie ja , Harper ,Sally i Olivia.Ruby ma zwolnienie na dość długi okres ,więc siedzi na ławce i obserwuje .
Gramy całą godzinę , bez przerw . Jednak na koniec lekcji jest remis. Jestem trochę zła . Chciałam wygrać z drużyną w której jest Sarah .Po lekcjach ,mamy czas wolny .Ruby i Carmen uczą się Biologii .
Ja biorę ,,zeszyt szumowin `` i idę do miejsca , niedaleko skrzydła maluchów . Mao kto tam przechodzi . To wąski korytarz z ciemno zieloną tapetą i ciemnymi panelami . Jest tam kilka drzwi - głównie do rupieciarni ,jakiś spiżarek .Koło drzwi do pomieszczenia z składem pościeli ,prześcieradeł i poduszek jest ciemno zielony fotel i mały regał na książki . Znajdują się tam głównie lektury i to dosyć stare ,więc nikt tu nie zagląda . Siadam na starym fotelu i otwieram ,,zeszyt szumowin``.