środa, 18 stycznia 2012

.

Jest dokładnie pierwsza w nocy kiedy ja i Carmen przygotowujemy się na nocną wyprawę. Postanowiłyśmy pójść trochę wcześniej, bo dowiedziałyśmy się, że wszyscy wychowawcy i nauczyciele grają w siatkę na dużej sali w innym skrzydle. To była idealna okazja. Nikt nie mógł nas przyłapać. Razem z Carmen wymknęłyśmy się po cichu z pokoju i popędziłyśmy do łazienki. Gdy byłyśmy wskazałam Carmen na płytkę.
-To ta Ivy?-
-No na pewno. Tylko ty ją podnieś. Ja jestem za słaba. Wcześniej mi się udało tylko przez potknięcie.-
-Okey, a czy wiesz.......?-Próbowała zadać pytanie Carmen, ale ktoś wszedł do łazienki. Nie namyślając się długo weszłam do kabiny prysznicowej, podparłam się ściany i podniosłam nogi, aby nikt mnie nie znalazł. Do środka wszedł wychowawca-Richard.Był jednym z młodszych wychowawców. Miał 21 lat.
-Carmen? Co ty tu robisz? Byliśmy umówieni na 3!-Powiedział po czym ją pocałował. Było to dość dziwne, ale nie mogłam wyjść zza zasłony, ponieważ bałam się, że mnie odprowadzi do pokoju.
-Tak wiem, ale musiałam przemyć twarz. Czemu nie jesteś na siatce?-
-Zawsze zostawiają jednego na straży. Chodź odprowadzę cię do pokoju.-I Carmen wyszła. Zostawiła mnie samą. Gdy minęło kilka minut wyszłam z kabiny by znaleźć pudełko. Na szczęście Carmen udało się trochę przesunąć płytkę więc resztę dałam radę sama zrobić. Potem płytkę wsunęłam na zewnątrz i wyjęłam pudełko.
 Nasz pokój był zamknięty od wewnątrz. Przez wychowawce. Nie mogłam zrobić nic innego jak spędzić noc w prysznicu, ale nie mam ochoty. Poszłam więc do pokoju 13-latek. One zawsze służą dla starszych pomocom. Dlatego ja w przeciwieństwie do Sarah darzyłam je szacunkiem. Na całą noc zostawiają otwarte drzwi więc po prostu weszłam. Wszystkie spały oprócz małej Sam.
-Ivy? Co ty tu robisz?-
-Nic Sammi. Moje drzwi są zamknięte więc zostanę u was dobrze?-
-A pogadasz z nami?-Wtrąciła się inna dziewczyny budząc pozostałe. Noc z 13-latkami. To była ostatnia rzecz jaką chciałam zrobić. O 4 wychowawca otworzy nasz pokój więc będę mogła wrócić.
-Jasne, tylko coś zobaczę. Dajcie mi 5 minut.-
Otworzyłam pudełko, w którym znalazła się jakaś teczka z napisem "Ściśle Tajne". Jak z kryminału pomyślała i wcale nie minęłam się z prawdą. To co tam przeczytałam było okropne! To była historia Sarah.

No więc gdy ona miała 3 lata cała rodzina zebrała się u niej na święta, gwiazdka i prezenty. Ale nie było tak fantastycznie. Jej ojciec pracował jako policjant, a pewni kiedyś karani ludzie chcieli się na nim zemścić za wsadzenie ich. Podłożyli więc ogień. Uratowała się tylko ona, jej brat oraz babcia. Brat został adoptowany, był w zupełnie innym domu dziecka. A babcia nic nie pamięta. Zawsze gdy budzi się rano nie pamięta poprzedniego dnia. Z tego co tam pisało Sarah utrzymuje z nią kontakt. Co roku w wigilię jeździ i opowiada jej o wszystkim, spędzają ten dzień razem, ale ona potem zapomina. Jej brat cóż nawet nie wie gdzie on jest. Na samym końcu były zdjęcia z wypadku i inne rodzinne zdjęcia. Okazuje się, że to ona ma najgorzej. Że to ona jest tą poszkodowaną. Na końcu był jej podpis i data. Dostała te dokumenty dość nie dawno, od Mex. Dziewczyny, która już stąd wyszła. Ona jej to dała. I powiedziała gdzie jest schowek. Wiem bo była karteczka. "Mam nadzieję, że się podoba. Uznaj to jako prezent urodzinowy-Mex" Pod spodem znalazłam coś mniej ważnego. Zeszyt szumowin. Czyli zdjęcia wszystkich i komentarze. Zamknęłam pudełko.
-Ej, Ivy to co robimy? Maseczki?-
-Wiecie co? Może już uda się mi wejść do własnego pokoju. Na razie!-
-Czekaj chcesz klucz?-
-Skąd macie klucz.-
-Nasza sprawa. Łap, nie musisz oddawać, mamy jeszcze jeden.-
Trochę się zdziwiłam, że mają klucz, ale cóż. Jak dają to bierz. Mimo wszystko nie był mi potrzebny bo drzwi były otwarte. Od razu spytała się mnie Ruby.
-Co masz?-
-Zeszyt szumowin.-Powiedziałam i jej rzuciłam. Akta dotyczące Sarah schowałam pod materac. Na razie nikomu o tym nie powiem. Spojrzałam tylko na Carmen oskarżycielsko.
-Jak otworzyłyście drzwi?-
-Carmen skombinowała klucz.-I położyłam się spać.

niedziela, 15 stycznia 2012

..

Był już wieczór .Większość dziewczyn poszła na świetlice , została tylko Blue ,która czytała książkę .Od czasu do czasu przywożono tu kilka książek z biblioteki.Zdarzało się to około raz na miesiąc , po 4 książki .Carmen i Ruby poszły z nadzieją ,że znajdą coś ciekawego,powinny niedługo wrócić.Miałam ochotę porozmawiać z nimi na temat odpadającej płytki w łazience. W końcu pod nią leżało to pudełko ,a jego zawartość zaczęła mnie ciekawić.
Spojrzałam na Blue ,która leżała na łóżku ,co jakiś czas zmieniając pozycje .Po pewnym czasie zobaczyła ,że się na nią patrze .
-chcesz przeczytać po mnie ?-spytała i pokazała mi książkę . Było to Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów 2 .
-yym...Jasne . Dzięki .-odpowiedziałam i zaczęłam robić lekcje .
Zrobiłam już matematykę i polski ,kiedy do pokoju weszły Carmen i Ruby .
Usiadłyśmy jak najdalej od Blue,żeby nic nie usłyszała i opowiedziałam im o różowym pudełku ,które znalazłam w łazience.
-to kiedy po nie idziemy ?-spytała Carmen .
-ja nie idę . Boli mnie ta noga -powiedziała Ruby i spojrzała się na nas smutno-przepraszam .-
-Trudno , my pójdziemy tak o 2 ;00 . A ty odpoczywaj-powiedziałam .
Nagle odezwała się Blue .
-hej , dziewczyny chyba zapomniałyśmy o kolacji . Jest już 19 ;31.
-o kurcze ,masz racje ! -powiedziała Carmen i pobiegła na dół . I tak wszystkie dobre stoliki są już zajęte,ale może uda się zająć coś znośnego.Kolacja zaczynała się o około 19;30.
Podtrzymując Ruby , żeby nie musiała za często stawać na bolącej nodze zeszłam po schodach .
Zauważyłam Carmen przy 5 osobowym stoliku .Zaprosiłyśmy do niego Blue , jednak wciąż brakowało jednej osoby .
Dosiadła się do nas Olivia,która przez cały czas rozmawiała z Ruby na temat książki Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów.Na kolacje nie było nic niezwykłego .Na każdym stole był chleb ,kajzerki,masło , wędlina,ser i nutella .Do picia herbata ,lub kakao. Zjadłam dwie kajzerki z nutellą , Ruby z serem i wędliną a Carmen zadowoliła się chlebem z samym masłem.
-Carmen?-spytałam.
-tak ?-
-nie jesteś głodna ?-
-szczerze mówiąc , to mam ochotę na więcej . Ale chce wrócić do dawnej sylwetki.-
-nie możesz się głodzić -wtrąciła się Ruby.
-nie głodzę się . Jem tylko,że trochę mniej .-odpowiedziała Carmen po czym nalała sobie herbaty .
Dopiłam kakao i poszłyśmy do naszego pokoju . Postanowiłyśmy wziąć od razu prysznic , bo potem będą kolejki.Była 20;30 - niby wcześnie ,ale zanim wszystkie trzy weźmiemy prysznic trochę to zajmie .
A więc poszłyśmy z piżamami do toalety .Jest tu dwadzieścia prysznicy ,a dziewczyn przydzielonych tutaj ;32 .W pokoju 13 - 8 dziewczyn po 13-14 lat . Czternastka to my -14 dziewczyn po 16 -15 lat . Piętnastka to Sarah i trzy dziewczyny .Pokój 16 to cztery starsze dziewczyny w wieku 17 lat .
W łazience są trzy trzynastolatki ;Jessica , Rose i Sam .Ci młodsi ,zawsze chodzą wcześniej się myć . Muszę umyć włosy .Jak zwykle jest tu tylko tani szampon o zapachu rumianku . Myje włosy ,a potem próbuje je rozczesać przed lustrem . Po chwili dołączają do mnie Ruby i Carmen .
-wrócimy tu niedługo-mówię na ucho tej drugiej .
Jest 21 , więc łazienka powoli się zapełnia młodszymi.W tym skrzydle domu dziecka mieszkają osoby od 13 lat . W drugim skrzydle -maluchy .
Ruby idzie do pokoju odrabiać lekcje ,a my z Carmen na świetlice . Są tam piłkarzyki ,stary telewizor z trzema stacjami i już trochę zniszczone gry planszowe ; eurobuiznes , zgadnij kto to itd.Gramy w piłarzyki ,bo jest tyle osób co na dwie drużyny .Ja , Carmen, Indi , Olivia przeciwko Blue ,Sophnie ,Harper i Rose z pokoju 13 .
Gramy do 22-wtedy mamy być w łóżkach i zachować ciszę .
Zasypiam ,zastanawiając się co jest w różowym pudełku pod płytką.

piątek, 13 stycznia 2012

...

Gdy wróciłam dziewczyny już szykowały się na zajęcia sportowe, co ja także robiłam. Wszystkie miały takie same stroje. Granatowe krótkie spodenki oraz białe bluzki z uśmieszkiem i podpisem "Dom dziecka w Krakowie nr.2". Włosy spięłam w kucyka. Tylko to mogłam zrobić z moich włosów. Założyłam białe podkolanówki z dwoma czarnymi paskami na samej górze. I czarne tenisówki. Gdy wyszłam z pokoju pobiegłam do dużej sali. Wszystkie dziewczyny z mojego rocznika miały zajęcia o tej samej porze.
-Dziś pogramy w koszykówkę. Ale najpierw niech każda zrobi sobie 5-minutową rozgrzewkę.-Powiedziała wychowawczyni i wyszła z sali. Poszłam pod drabinki i zaczęłam robić kilka brzuszków. Nie byłam jak inne dziewczyny, które udawały, że ćwiczą. Ja dbałam o figurę bo nie chciałam skończyć jak Carmen. Potem zaczęłam się rozciągać. Nagle podeszła do mnie Sarah.
-Hej, świrusko!-
-Ja mam imię.-
-Okey Ivy dziwko. Nikomu nie mówimy o zdarzeniu w kiblu.-
-Dlaczego?-
-Bo mnie to upokorzy.-
-Wal się. Ja się tego nie wstydzę. Jak będę chciała powiem o tym komu chcę. Na przykład Carmen i Ruby. Trochę się z ciebie pośmieją.-
Miałam jej dość. Po tym jak to wypowiedziałam odeszła. Za to drzwiami frontowymi weszła wychowawczyni. Miałam wybierać. U mnie była Ruby, Sally i Blue. Za dwie minuty miałyśmy grać przeciwko Sarah, Charlie, Indi i Carmen. Moja mała biedna Carmen. Z tymi paskudami.
Wygrywałyśmy podczas gdy Sarah zaczęła totalnie faulować. Przez nią Ruby skręciła kostkę. Po lekcji podeszła do mnie wychowawczyni i powiedziała żebym dołączyła na treningi koszykówki. Potem będę jeździła na zawody. Nie przepadałam za koszykówką, ale zawsze to jakaś szansa. Skoro jestem w tym dobra to czemu nie? Spróbuję!
Po zajęciach poszłam do łazienki żeby się umyć i zobaczyłam Sarah. Nie mogłam się powstrzymać. Popchnęłam ją.
-Co robisz dziwaczko?-Krzyknęła po czym dała mi z liścia. Przesadziła. Łatwo wywnioskować, że przerodziło się to w bójkę na śliskiej podłodze. Przewróciła się i pociągnęła mnie za sobą. Upadek bolał, ale nie mogłam pozwolić jej żeby wygrała. Nigdy w życiu. Nie trwało to długo. Myślałam, że ktoś wezwał wychowawcę, ale nie. Kilka dziewczyn nas rozdzieliło i odezwała się jakaś duża z tłumu.
-Przestańcie. Jeśli nie chcecie mieć przejebane to dajcie spokój.-
Potem poszłam pod prysznic i wróciłam do pokoju. Nagle odezwała się Carmen.
-Przegapiłaś obiad.-
-Co? Brałam prysznic. Cholerka jestem głodna.-
-Spoko wzięłyśmy ci. Leży na stole.-Powiedziała Ruby z owiniętą bandażem nogą. Nie chce nic mówić, ale nasz dom dziecka był jednym z bogatszych. Bylo tu o wiele bardziej swobodnie. Zaczęłam jeść ziemniaki i kurczaka.

środa, 11 stycznia 2012

...

Śniadanie nigdy nie był zbytnio urozmaicone. Dziś była do herbata z małą ilością cukru i płatki pełnoziarniste z mlekiem. Od razu usłyszałam okrzyk Sarah "Fu! Ja tego nie zjem!", ale to było normalne. Potem flirtowała z jakimś chłopakiem, który za karę ma dyżur w kuchni i dostawała omlety i naleśniki. Ja nie wybrzydzałam. Jadłam to co dają. Wole to niż się zagłodzić.
-Wiecie co? Te posiłki są tak skromne, że może udać mi się wrócić do mojej poprzedniej sylwetki.-Powiedziała Carmen.
-No nie wiem. W twoim przypadku trzeba na prawdę dużo zrzucić.-Odezwała się Ruby. Nie chciała zrobić na złość. Mówiła prawdę, a Carmen się nie obraziła. Za prawdę nigdy się nie obrażałyśmy.
Po kilku minutach na naszym stoliku były same naczynia. Za pół godziny zaczynały się lekcje. Dziś mam do 12. Chemia, fizyka, biologia i matematyka. Wszystko co najgorsze.
Gdy wróciłam do pokoju wzięłam spakowany już czarny plecak w różowe kropki i pobiegłam na zajęcia do sali chemicznej, Budżet był na prawdę mały więc nie robiliśmy żadnych eksperymentów tylko oglądaliśmy je na krótko metrażowych filmach. Fizyka, biologia i matma szybko zleciały. Po lekcjach mieliśmy czas wolny aż do 15 bo wtedy były zajęcia sportowe.
Po lekcjach jak zwykle zostawiłam plecak w pokoju i poszłam do łazienki. Usiadłam na kiblu i zaczęłam płakać. Było mi źle. Miałam nadzieję, że ktoś mnie tym razem adoptuję. Ostatnio też tak było. Nikt nie chce adoptować prawie 16-latki. Nikt nie chce mnie adoptować. Zamknęłam się w kiblu i szlochałam. Po chwili z sąsiedniej kabiny usłyszałam szloch, który był stłumiony.
-Co się stało?-Zapytałam nieznajomej.
-Straciłam kolejną szansę na dobre życie.-
-Ja też. Wiesz kogo wzięli?-
-Jakieś dwie dziewczyny. 12 i 14 lat.-
-Aż dwie?-
-Tak wiem. To była okazja. One są teraz całe w skowronkach.-
-Ile masz lat?-
-16.-
-Ja też. Nigdy nie biorą starszych, ale mam nadzieję, że kiedyś mnie wezmą.-
-Jesteś tą dziewczyną, która zalatuje musztardą?-
-Nie, to Indi. Zawsze nosi czerwone buty.-
-Przytulenie?-
-Mhm.-Zgodziłam się na ofertę dziewczyny cała zapłakana postanowiłam się ujawnić wychodząc z toalety, ale gdy tylko ją zobaczyłam.
-Ty Dziwko!-Krzyknęłyśmy obie jednocześnie. Na przeciwko mnie stała Sarah. Odwróciłam się na pięcie. Ona zrobiła to samo tyle, ze ona wyszła a ja zostałam.
Nagle idąc do umywalki potknęłam się o płytkę, a ta odleciała. Pod nią znajdowało się różowe pudełko. Czyżbym znalazła tajny schowek Sarah i jej bandy? Odłożyłam płytkę na miejsce i postanowiłam, ze wrócę tu z dziewczynami w nocy.

...

Po dwóch godzinach postanowiłam zrobić sobie przerwę .Była już 7 rano ,więc mogłam wyjść z pokoju bez obaw ,że wychowawca odprowadzi mnie tam odprowadzi z powrotem.Postanowiłam trochę tu przewietrzyć . Otworzyłam okno i wychyliłam głowę .Na chodniku , oddzielonym od murów domu dziecka małym ogródkiem z krzewami kwiatów szła starsza pani z pekińczykiem i jakiś młody chłopak z dziewczyną .
Jak zwykle gdy patrzyłam na innych ludzi robiło mi się trochę smutno ,że mają lepsze życie ode mnie . To trochę przykre , ale da się przyzwyczaić. Nagle obok mnie stanęła Olivia ;
-mogłabyś zamknąć to okno ?-spytała-trochę tu zimno.
W odpowiedzi zrobiłam to o co prosiła . Tak już tu jest - nie przeżyjesz jeśli nie pójdziesz na kompromis .Niektóre dziewczyny zaczęły już wstawać z łóżek a Blue i Harper poszły do łazienki .
Obudziłam Ruby i Carmen .Najlepsze stoliki w stołówce trzeba zajmować dosyć wcześnie . Najbardziej pożądanymi miejscami były dwa stoliki trzy osobowe.Ewentualnie czteroosobowy koło okna.Ruby ubrała jasne jeansy i beżowy sweterek a Carmen ciemne rurki ,czerwony sweterek i bandankę tego samego koloru.Praktycznie wszystkie te rzeczy były z prywatnych sklepów ,którym nie sprzedawał się towar.
Wyszłyśmy z pokoju i skierowałyśmy się w kierunku schodów . Z pokoju obok wyszła ,,złowieszcza trójka `` z Sarah na czele.O ile ja ich nienawidziłam , Ruby nie dawała sobie rady nawet w wymianie złośliwości .Ledwie zdążyłam mrugnąć moja współlokatorka już zbiegła po schodach .
Królowa pokoju 15 obrzuciła mnie złośliwym wzrokiem i zaśmiała się .
-kogo ja tu widzę ? Ivy Wright -podobno znowu miałaś nocną wycieczkę do toalety.Biedny wychowawca musiał Cię odprowadzać.
-byłam czy nie byłam - to moja sprawa-odparłam i zeszłam po schodach . Jadalnia była pomalowanym na zielono biało pomieszczeniem z stolikami na 3 , 4 ,5 i 7 osób .
Siedmioosobowe stoliki były najgorsze nie można było tam liczyć na prywatne rozmowy .
Kiedy weszłyśmy tam z Carmen z ulgą zauważyłam ,że zajęła trzy osobowy stolik ,a przy drugiej trójce siedzą Olivia ,Sophnie i Harper.Przynajmniej banda z pokoju 15 nie będzie siedziała obok.
Kiedy wszyscy zajęli miejsca do pomieszczenia weszła wychowawczyni.
-Dziś jak wiecie przyjeżdżają potencjalni rodzice . Szukają dziecka od 10 do 14 lat .Wszyscy w tym przedziale wiekowym mają dzisiaj zostać w pokojach o godzinie 18 .Smacznego-powiedziała i zajęła wolne miejsce przy stoliku.
-jesteś zawiedziona Ivy ?-spytała mnie Ruby i dosypała płatków do mleka .
-trochę . Ale to nic - w końcu mam was -powiedziałam i się uśmiechnęłam.
Po części to była,prawda ,ale w końcu każdy powinien mieć swoje miejsce na ziemi.A moim miejscem na pewno nie był dom dziecka numer 2 w Krakowie.

wtorek, 10 stycznia 2012

...

Kilkanaście minut po tym jak wychowawca mnie odprowadził obudziła się Carmen. Była niska i gruba. Za to bardzo ładna. Miała długie brązowe kręcone włosy, które zawsze zasłaniały błyszczące czarne oczy i ciemną cerę. Mimo to, że jej figura nie była najlepsza była super wygimnastykowana. Umiała zrobić wszystko, niestety dom dziecka tłumił jej umiejętności. Przestała ćwiczyć i nabrała wagi. Zawsze była pozytywnie nastawiona na świat. Dla wszystkich była miła. Na początku nawet starała się zaprzyjaźnić z Sarah, Sally i Charlie, ale nie udało się. Było gorzej. Była pośmiewiskiem. Gdy tu trafiła była szczupła. Ale tutaj nie miała możliwości. Przez jakiś czas miała depresje. Na szczęście teraz nią wszystko dobrze.
-Byłaś w łazience?-Spytała zaciekawiona.
-Byłam, ale wychowawca mnie zgarnął...-
Sarah i jej dziewczyny miały pokój nr.13 tuż obok naszego. Wspólna łazienka. Chodziły pogłoski, że mają w toalecie jakąś półkę, w której trzymają najważniejsze rzeczy. Umawiałyśmy się, że jeśli któraś się obudzi w nocy idzie poszukać półki. Jednak nie udało nam się jej znaleźć, ponieważ zawsze jakis wychowawca nas zgarnie.
-Cholera.-
-Carmen, po co nam znaleźć tą półkę, o ile istnieje?-
-Tam są rzeczy, które mogą się nam przydać.-
-Na przykład co? Pamiętnik Sarah? Szczęśliwa szczotka? Batony dietetyczne?-
-Nie. To jest coś innego i istnienie tej półki jest potwierdzone. -
-Przez kogo?-
-Przez Mex.-Dziewczyna, która tutaj rządziła. Wyszła stąd rok temu. I z tego co wiem dobrze jej się wiedzie.  Potrafiła przechytrzyć każdego.
-To czemu Mex nie powiedziała gdzie ona jest?-
-Bo sama ją zrobiła. Powiedziała, że osoba, która ją odnajdzie może ją sobie zachować.-
-I?-
-I co. Nawet jeśli to będzie pamiętnik Sarah dowiemy się skąd się tu wzięła. Nie pomyślałaś o tym?-
-A po co nam wiedzieć skąd się tu wzięła?-
-Szantaż Mają w pokoju jedną dziewczynę, która podrabia klucze. Kasuje akta. I załatwia sporo rzeczy.-
-Jakich rzeczy?-
-Normalne żarcie.-
-Carmen nie sądzisz, że trochę przesadzasz?-
-Nie.-
-Dobra. To jak już będziemy wiedziały skąd się wzięła to pójdziemy do niej i co jej powiemy?-
-Że jeśli nie odda nam tej dziewczyny my rozpowiemy jej tajemnicę.-
-Dobra wiesz co Carmen? Ja idę się ubrać.-
-Ale jeszcze nie ma nawet 4 rano!-
-Wiem nie przepadam za snem. Może się pouczę.-
-Pouczysz?-
-Tak. Jutro przyjeżdżają ludzie. Chcą poznać kilka osób. Szukają córki.-
-I ty się dziewczyno łudzisz?-
-Tak. -
-Dobra, ja idę spać.-
Podeszłam do jednej z dwóch szaf i się ubrałam. Jeansowe rurki, czerwona duża bluza i jakieś trampki tego samego koloru. Z moimi włosami nie dało się zrobić nic oprócz spięcia w małego kucyka i to właśnie zrobiłam. Pierwsza tura śniadania była o 7. A więc czeka mnie trzy godzinny maraton z biologią, chemią i fizyką.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

...

Mam na imię Ivy, Ivy Wright. Przyszłam na ten jakże paskudny świat 20 sierpnia 1996 roku. Od chwili moich narodzin go nienawidziłam. Ojca nie znałam. Matka jest alkoholiczką. W wieku 6 lat trafiłam do domu dziecka nr.2 w Krakowie. Te pierwsze 6 lat mojego życia to najgorsze chwile jakie można przeżyć. Najgorsza była nie pewność i kłamstwo. Nie pewność gdy mama mówiła, że wróci, ale zazwyczaj nie wracała. Kłamstwo gdy mówiła patrząc mi w oczy, że nie piła. Mam kilka przyjaciółek, ale są też osoby, których nienawidzę. Najbliższe są mi Ruby i Carmen. Ruby trafiła tu po wypadku jej rodziców nawet nie zna swojego nazwiska. Ojciec Carmen ją bił, a matka nie żyła.
Są też dziewczyny, które zachowują się okropnie. Na czele ich małej grupki stoi Sarah. Dwie, które jej usługują to Sally i Charlie. Te dwie małe kwoki to siostry bliźniaczki. Zostały tu podrzucone jako noworodki. Natomiast Sarah.... Nikt nie wie jak tu trafiła. Cóż tak wygląda moje życie.


Wstaję z piętrowego łóżka, jest w tym pokoju takich 7. Mamy brzydkie żółte ściany i 6 szaf na 14 osób. Właściwie to 13 niedługo dojdzie do nas nowa, bo jedno łóżko wczoraj się zwolniło. Mamy dwa biurka choć korzystamy z nich w celu zrobienia makijażu. Niektóre dziewczyny się stąd wymykają kradną i kupują różne rzeczy po czym wracają. Pozwalają nam nie raz wychodzić, ale tylko z opiekunem. Boją się, że uciekniemy. Nasz pokój jest bardzo przyjazny. Nasze motto brzmi "Co moje to twoje". Wszystko jest wspólne. A jeśli ktoś nie idzie na ten układ dostaje łóżko w kącie i jest wyrzutkiem. (Tak jest mniej więcej w pokoju nr.14). Wchodzę do łazienki przydzielonej pokojom nr.13, 14, 15, 16. Jest tu 20 pryszniców, kilka umywalek i muszel          
 klozetowych. Zaglądam w trochę poobijane lustro i oto co widzę. Mam krótkie kruczo-czarne włosy, zadziorny nos, małe usta i głębokie zielone oczy. Dzięki pensecie, którą Carmen ukradła na targu moje brwi jakoś wyglądają. Do łazienki wchodzi wychowawca i sprawdza czy wszystko w porządku bo jest 3 nad ranem. Odprowadza mnie do pokoju by mieć pewność, że nie ucieknę i zamyka drzwi na klucz.